piątek, 26 grudnia 2025

Krwawa Wigilia w Ihrowicy .

Szykowaliśmy się do wieczerzy wigilijnej, gdy prawie równocześnie z serią karabinową i dźwiękiem sygnaturki usłyszeliśmy ujadanie psów i podejrzane hałasy w pobliżu naszego domu. Na te odgłosy matce wypadły z rąk talerze, na których niosła opłatki z miodem. Krzyknęła: - Dzieci uciekajmy bo mordują! Ten krzyk i brzęk rozbijanych talerzy słyszę do dziś. Siostra rzuciła się do okna i uchylając okiennicę zawołała: - Idą do nas. Wszyscy wypadli do sieni, by uciekać na strych. Wiedziałem czym to grozi i siłą ściągnąłem matkę i brata Kazika z drabiny. - Chodźcie za mną! – rozkazałem. Chciałem uciekać przez pokój na wschód, ale okazało się, że drzwi do pokoju były zamknięte. Matka wcześniej odruchowo zamknęła je na klucz, który schowała w kieszeni, o czym w panice zapomniała. A na stole w zamkniętym pokoju leżała moja broń ... O naszym życiu decydowały sekundy. Mordercy szli od południa więc szybko otworzyłem okno w kuchni wychodzące na północ. Wypychałem wszystkich kolejno. Zdążyliśmy. Wyskoczyłem jako ostatni i jeszcze przymknąłem za sobą okno. Z naszego podwórka uciekliśmy przez dziurę w płocie do obejścia sąsiada Ukraińca. Bez jego wiedzy skryliśmy się na strychu obory. Gdy wszyscy znaleźli się już na górze, wciągałem za sobą drabinę. Wtedy usłyszeliśmy, jak jeden z napastników, którzy byli już pod drzwiami naszego domu, zawołał po polsku: - Janek ty jesteś? Janek, ty jesteś? Otwórz. Jego głos wydał mi się dziwnie znajomy. Trwale go zapamiętałem. - Przyszli twoi koledzy z domu ludowego - powiedziała do mnie matka. - Ciszej, bo nas usłyszą – uciszyłem mamę pewny, że się myli. W tej samej chwili wszystko się wyjaśniło. Łomem i siekierami napastnicy zaczęli rozbijać drzwi domu. Wdarli się do środka i szukali przede wszystkim domowników. Uratowało nas zamknięte okno, bo szukali tylko wewnątrz budynku. Słyszeliśmy ich głosy:- Zdieś ich niet i zdieś ich niet. Słyszalność tego wieczoru była doskonała. Słowa, odgłosy, strzały niosły się daleko z powodu zmrożonej pokrywy śnieżnej i kilkustopniowego mrozu. Słyszeliśmy jak bandyci szukając nas na strychu w sianie zaczepiali o blachę dachu, jak do siebie mówili. W tym czasie z plebani dochodziły do nas wyraźne odgłosy rozbijanych drzwi i okien. Walenie siekierami przeplatało się z trzaskiem wyłamywanego drewna. Po jakimś czasie usłyszeliśmy straszliwy lament kobiet od Białowąsów „Głąbów”. Była tam babcia, matka, trzy córki i mieszkająca z nimi zaprzyjaźniona nauczycielka z Cebrowa. W czasie napadu uciekły na strych zamykając za sobą właz. Teraz paliły się żywcem, gdyż Ukraińcy podpalili ich dom. Tego wołania Boga i ludzi o pomoc opisać nie potrafię. To był jakiś koszmar. Chwilami dłońmi zatykałem uszy. Do końca życia nie zapomnę ich przerażonych, wręcz oszalałych z bólu krzyków. Kobiety te doznały piekła na ziemi. Tymczasem ci, którzy włamali się do naszego domu, pobiegli dokonywać dalszych mordów, ale dwóch uzbrojonych ludzi pozostało u nas na czatach. Stali w ukryciu zachowując ciszę. Z pewnością byli to miejscowi nacjonaliści, którzy nas znali. Mieli nas zabić, gdybyśmy się tylko pojawili. Blask bijący od palących się polskich zagród sprawiał, że we wsi było widno jak w słoneczny dzień. Ze strychu widziałem wszystko jak na dłoni. Pamiętam nawet taki szczegół, że łąkami przy rzeczce na koniu jechał i szukał po zaroślach ukrywających się Polaków mężczyzna w dużej kozackiej czapie z automatem przewieszonym przez pierś. Nikogo nie znalazł. Kiedy zbliżył się do nas słychać było, że nucił sobie jakąś pieśń. Tak, Ukraińcy to muzykalny naród ... Na strychu siedzieliśmy wszyscy do czasu, gdy nieludzkie wycie palących się kobiet stało się nie do wytrzymania. Nie sposób było tego słuchać siedząc na strychu. Pierwsza nie wytrzymała nerwowo siostra Stasia. Siłą wyrwała łatę ze strzechaczami, spuściła czteroletnią siostrzenicę Kazię i sama zeskoczyła na ziemię za nią. Z dzieckiem pobiegła do piwnicy pod naszą stodołą. Za nią podążyła matka z bratem Kazikiem. Dołączył do nich mężczyzna mieszkający u sąsiadów - pan Czumalski, który cudem uniknął śmierci w czasie napadu na jego dom w Berezowicy Małej w lutym 1944 r. W tym czasie inni Ukraińcy zajechali furmanką na nasze podwórko i zaczęli rabunek. Następnie podpalili dom wraz ze stodołą. Ukrytym w piwnicy brakowało powietrza do oddychania, czekali jednak z wyjściem zanim rabusie i podpalacze oddalą się. Siostra z dzieckiem po wybiegnięciu z piwnicy uciekając wpadła do dołu po kartoflach i przesiedziała tam do rana. Matka z bratem ukryta się w oborze u sąsiada Ukraińca za jego zgodą. Do mieszkania bał się jednak ich wpuścić. Ja pozostałem na strychu do rana. Świtało, kiedy usłyszałem rozmowy po polsku. Z ukrycia zobaczyłem, że po pogorzelisku z naszego domu chodzi kuzyn Kazimierz Białowąs, syn Sylwestra, z drugą jeszcze osobą. Szukali naszych zwęglonych ciał. Zszedłem ze strychu, a kuzyn zapytał: - Gdzie są pozostali z rodziny? Wskazałem miejsce ukrycia. Wtedy wróciła też matka z bratem i siostra z dzieckiem. Widząc pogorzelisko matka zaczęła płakać. – Jak będziemy teraz żyć? – pytała przez łzy. Wtedy kuzyn zwracając się do mojej mamy powiedział: - Niech ciocia nie płacze. Dobrze, że wszyscy żyjecie. Ja już nie mam matki, zabili. Mówił to przyciszonym, żałosnym głosem powstrzymując łzy. Zapytałem, kogo jeszcze zabili. - Chodź to zobaczysz – odpowiedział. Poszliśmy w stronę kościoła. Za studnią, naprzeciwko plebanii, w przydrożnym rowie leżała najmłodsza córka Białowąsów „Głąbów” - Stefcia. Owinięta była w naszą pierzynę, którą musieli zgubić rabusie. Już nie żyła. Chociaż ciało jej było mocno popękane i częściowo spalone, ocalał od ognia długi warkocz splecionych włosów. Oczy miała otwarte. Przez uchylone usta widać było śnieżnobiałe zęby. Wszyscy, którzy się jej wtedy przyglądali, płakali. Stefcia była piękną, 13 letnią dziewczyną, wyrośniętą, zgrabną i zawsze uśmiechniętą. Tak ją zapamiętałem. Stała się dla nas symbolem cierpienia pomordowanych Ihrowiczań. Był to widok szczególnie tragiczny i przygnębiający. Kto ją wtedy widział martwą, leżącą w rowie na tle dymiących jeszcze zabudowań, z całą pewnością zapamiętał na całe życie . Postaliśmy chwilę nad jej zwłokami i poszliśmy na plebanię. Przed budynkiem leżał zastrzelony pies. Masywne drzwi ganku były połamane. Wszędzie pełno śladów po uderzeniach siekier i łomów. Ze środka wychodzili zapłakani ludzie. Nie mogłem tego znieść i nie wszedłem do środka, gdzie leżały porąbane zwłoki ks. Szczepankiewicza, jego matki, siostry i brata. Może podświadomie chciałem zapamiętać księdza żywego, pełnego powagi i dostojeństwa, choć czasem również wesoło żartującego z ludźmi? Nie wiem. Byłem wtedy 17 letnim, wrażliwym chłopcem . Jak twierdzą ludzie, którzy weszli wtedy na plebanię, był to krwią ociekający widok. W pomieszczeniu była dosłownie ogromna kałuża krwi ... Spod plebanii poszliśmy przez wieś w kierunku południowym. Przy studni koło Bojka Jantocha leżał Antoni Białowąs zwany „Wusaj” z racji dorodnych wąsów. Dostał strzał w prawy policzek. Po drugiej stronie drogi leżeli Aniela i Franciszek Białowąsowie wraz z babcią Julią. A z lewej strony, w bramie - Maria i Franciszek Białowąsowie „Wojtkoho Wicka”. Wystarczyło mi tych przeżyć. Nie chciałem więcej oglądać tych okropności, skrwawionych zwłok ludzi żyjących jeszcze przed paroma godzinami, osób które od lat znałem i szanowałem. Wróciłem na nasze podwórko i trochę ogrzałem się od dopalających się zgliszcz rodzinnego domu. Czas płynął, zaczęliśmy szykować się do ucieczki. Ktoś z sąsiadów przyszedł z wiadomością, że zbierają pomordowanych i saniami będą ich wieźć na cmentarz. Czekaliśmy przy drodze. Ukraińcy prawie nie pokazywali się. Stali w oknach uważnie obserwując co robimy. Nadjechały sanie wypełnione zwłokami poukładanymi warstwami. Ciała były zamarznięte. Ludzie zastygli w pozach, które przybrali w chwili śmierci. Porozkładane na boki ręce pomordowanych jakby prosiły o litość. Prawie wszyscy mieli pootwierane oczy. Jedni patrzyli w niebo, drudzy spoglądali na stojących przy drodze ludzi. Na widok tych twarzy coś ściskało za gardło, do oczu napływały łzy. Żegnaliśmy ich na zawsze modląc się i płacząc. Za saniami pełnymi trupów szła mała grupka ludzi. To najbliżsi odprowadzali swoich zmarłych. Szli zrezygnowani i milczący. Wiem, że tych obrazów i przeżyć nigdy się już nie zapomni. One wracają i wracać będą przez całe życie bez naszej woli, w snach i na jawie. Trudno to pojąć, ale zmarli żegnani byli zza zamkniętych okien obojętnym, a nawet niekiedy nienawistnym wzrokiem części współbraci Ukraińców. Smutne to, ale prawdziwe ... Fragment opowieści Jana Białowąsa : Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w 1944 roku
P.S. Trudno zrozumieć zbrodnię popełnioną w podolskiej wsi Ihrowica 24 grudnia 1944 roku. Dlaczego do polskich domów podczas wigilijnej wieczerzy wdarli się nagle zbrojni banderowcy z OUN–UPA i okoliczni ukraińscy chłopi, mordując, rabując i paląc? Czym zasłużyli sobie miejscowi Polacy na tak straszne potraktowanie? Dlaczego pod ciosami ukraińskiej siekiery zginął wyjątkowo dobry i kochający ludzi człowiek, ksiądz Stanisław Szczepankiewicz, który przez całe lata z oddaniem leczył i pielęgnował wszystkich chorych, bez względu na narodowość i wyznanie? Napisała Lucyna Kulińska w swoim artykule : „ Ihrowica - zabili nas w Wigilię” Na postawionym w 2008 roku pomniku w Ihrowicy umieszczona jest inskrypcja w j. polskim i ukraińskim z niewielką różnicą, w języku polskim napisano „zamordowanym” a w ukraińskim „zginęli śmiercią tragiczną”: "Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej do Ciebie, Panie, woła ten głos (Kornel Ujejski)", oraz: "Około 90 Polaków mieszkańców wsi Ihrowica zamordowanych 24 grudnia 1944 r. Niech spoczywają w pokoju. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej, Rodziny, 2007 rok". Na skrzydłach pomnika widnieją imiona, nazwiska oraz wiek ofiar.

środa, 10 grudnia 2025

Wiem że jesteś tam ...

Witaj, pozdrawiam serdecznie ... Chcę Ci powiedzieć, ze jestem wśród najpiękniejszych gwiazd, w chmurach, że jestem w porządku, tutaj jest tylko pokój... miłość i przebaczenie... ❤️ Nie bądź smutny z powodu mojej nieobecności, nie opuściłam Cię, po prostu teraz nie możesz mnie zobaczyć, jak wcześniej, ani nie słyszysz mojego głosu, ale jestem z Tobą cały czas, w każdym uderzeniu Twojego serca, w każdej łzie, którą dla mnie wylewasz. Wiesz co? Osuszam je dla Ciebie rękami i moimi pocałunkami, ale Ty nie zdajesz sobie sprawy i nie akceptujesz tego, że nie jestem fizycznie. ❤️ Wiesz dobrze, że takie jest prawo życia... Nie obwiniaj nikogo. Nie czuj się winny z powodu czegokolwiek, jeśli nie przytuliłeś mnie, kiedy miałeś czas jeśli nie powiedziałeś mi, jak bardzo mnie kochasz, zapomnij o tym... Twój ból mówi wszystko; pomyśl, że jestem w porządku, uśmiechnij się, kiedy mnie wspominasz. ❤️ Pamiętaj o najlepszych chwilach, które dzieliliśmy, o czasach, kiedy śmialiśmy się razem... Nie pamiętaj, jak wyglądało moje odejście... to sprawia, że jesteś tak bardzo smutny ,z krwawiącą duszą i sercem. Nie torturuj się już więcej. ❤️ Kiedy jesteś samotny, podnieś oczy na niebo... nie ważne czy jest dzień, zobaczysz mnie w chmurze, która jest bliżej, a jeśli jest noc,Bszukaj tylko największej gwiazdy, najjaśniejszej... Będę Cię tam obserwowała, a mój szept odpowie... Pamiętaj, że to nie było pożegnanie, to było tylko do zobaczenia. Może to już niedługo nasze spotkanie, może minie wiele lat, aby spotkać się ponownie, ale jeśli zapewniam Cię, że spotkanie między nami jest jedyną rzeczą, którą mamy na pewno. ❤️ Nie płacz, bo to czyni mnie bardzo smutną, a tutaj w tym miejscu nie akceptują smutków... Nie zamocz mi skrzydeł swoimi łzami. Czasami nie pozwalasz mi oderwać się od ziemi do miejsca, do którego naprawdę należę. Nikt nie może powiedzieć Bogu, dlaczego tak szybko odszedł... ❤️ Kiedy te myśli Cię przytłaczają, po prostu powiedz... Panie niech się spełni Twoja święta wola... Dałeś mi, ale należy to do Ciebie, zapewniam Cię, że te słowa dadzą Ci ukojenie...
❤️ Cóż, żegnam się. Dziś jest Moje Święto moje Urodziny o których zawsze pamiętałeś i pamiętasz wiem że przyjdziesz na mój grób i zapalisz znicz. A ja chcę być przy tym obecna, by poznać radość, jaką odczuwasz, gdy jesteś ze Mną. Pamiętaj, że bardzo Cię kocham i zawsze będę przy Tobie, dopóki tu nie przyjdziesz bez bagażu, bo tu przynosi się tylko to, co się zasadziło na ziemi. Twoja Inka .

środa, 3 grudnia 2025

...jeszcze nic się nie miało zdarzyć ...

Czasem wszystkie słowa świata są za małe, a jedno zdanie staje się całym wyznaniem duszy. I właśnie tak czuję. Potrzebuję Cię… tak zwyczajnie, tak po ludzku, tak z każdego miejsca, które we mnie wciąż drży. Potrzebuję Twojego światła, Twojej obecności, tej niewidzialnej dłoni, którą kładziesz na moim sercu, gdy życie zbyt mocno przygniata. Kocham Cię… nie tylko wspomnieniem, nie tylko tamtym czasem, ale wszystkim, czym jestem i czym wciąż próbuję być. Miłością, która nie przeminęła, która oddycha ze mną, która podnosi mnie, gdy braknie sił. Są takie słowa, które nie potrzebują wyjaśnień. Są takie uczucia, które nie kończą się nawet wtedy, gdy brakuje czyjejś obecności. A ja dziś mówię szeptem, ale najgłośniej jak potrafię: Potrzebuję Cię. Kocham Cię.
src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3RY7HDG9LA3Xx4A6ODM_OA_8tlyxvIXxh2l25oo259mLDpg0ow7KyYVbdNFy7FGmceayWO9jbpTMs5k1-Yk46QxlgedILzwiaak1H_DEE59cfQwwyDgDrHMu6tAbjbj9nz1whzMzUCdRt8s2k0AV3nuL9jyoXKfnWpwFPzswfCh9C86GHFqNtTOvjv8BK/s400/23c7e159-29c1-4509-8273-75b3cd5cdae1.jpg"/>
KKOZ6SPL8r1fb3xEsQl2i1Rz2llTDaMRHvixdw9lOn76Ke5Lrcm7GNpYcolkgLxpL6_GiDK9AO478tzoHuIaDovYd6dNnbquoA6f3OaAx01KYfhG4vrsVnHskFMPgFHtlkfb5jZC2zi7T08fQQZsme8npzsU8EJ3muJq1ETHf3HcG7odbaoGpYvAI/s400/048e5f24-fe2f-4117-a2f3-61ffbb228c0a.jpg"/>
Z całego serca dziękuję Michałowi Łatce za udostępnienie zdjęć.

sobota, 22 listopada 2025

Babcia Szura.

Rodzice pani Ołeksandry próbowali ocalić Polaków, zawozili im jedzenie, ryzykując tym własne życie. Przed wami Ukrainka Ołeksandra Wasiejko, zwana Babcią Szurą, której cała rodzina była zaangażowana w ratowanie mordowanych Polaków w Ostrówkach na Wołyniu w 1943 roku
Dzisiaj pani Oleksandra próbuje ocalić od zapomnienia pamięć o pomordowanych przez jej rodaków Polakach. Do dzisiaj dba o miejsca pochówku naszych rodaków zamordowanych podczas rzezi wołyńskiej. Pieszo pokonuje kilka kilometrów, by posprzątać zapomniane, bezimienne mogiły, zapalić na nich świeczkę, pomodlić za tych, którzy tam spoczywają. Miejscowi Ukraińcy przez lata dziwili się jej zaangażowaniu, patrzyli na nią z podejrzliwością i niechęcią. To ona także wskazała polskim archeologom masowe groby pomordowanych Polaków wierna słowom swego taty: "Kiedyś przyjadą tu Polacy i będą ich szukać. Ja tego nie doczekam, ale ty na pewno tak. Przyprowadź ich". Szacunek dla tej dzielnej kobiety!

poniedziałek, 15 września 2025

Jak zlikwidowano ,,Stiaha''.

Jarosław Staruch, (Iaroslav Starukh) ps. Stiah, Stoiar, Iarlan, h (ur. 17 listopada 1910 w Bereźnicy Wyżnej, zm. 17 września 1947 pod Lubaczowem) - ukraiński faszysta, działacz nacjonalistyczny, absolwent Wydziału Prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Przed studiami absolwent gimnazjum w Brzeżanach, woj. tarnopolskie. Przed wstąpieniem do OUN był organizatorem kursów nacjonalistycznych w klubach Proswity. W roku 1934 aresztowany i skazany na więzienie. Po wyjściu z więzienia kontynuował działalność jako zastępca krajowego prowidnyka OUN. W roku 1939 ponownie skazany na 13 lat więzienia, kary nie odbył ze względu na wybuch II wojny światowej. Po ogłoszeniu proklamacji niepodległości 30 czerwca 1941, odpowiedzialny za resort propagandy w rządzie Jarosława Stećki.( zwany był ukraińskim Goebbelsem) Podczas II wojny światowej członek Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej ( UHWR ) i Głównego Sztabu Wojskowego UPA. Po wojnie był prowydnykiem (naczelnikiem) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w tzw. Zakierzońskim Kraju. Okrążony przez żołnierzy KBW po kilkugodzinnej walce popełnił samobójstwo w schronie w Lasach Monasterskich (okolice Lubaczowa). A teraz słów kilka o okolicznościach likwidacji jednego z naokrutniejszych rezunów spod znaku zakrwawionej siekiery. W kwietniu 1945 roku utworzony został Krajowy Prowyd (kierownictwo) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji banderowskiej (OUN-B) dla Zakerzońskiego Kraju (ziemie leżące na zachód od linii Curzona, które według niektórych publicystów ukraińskich znajdują się na dawnym etnicznym i historycznym terytorium ukraińskim - Łemkowszczyzna i Nadsanie oraz część Lubaczowszczyzny, Rawszczyzny, Sokalszczyzny, Chełmszczyzny i Podlasia). Zbrojnym ramieniem OUN-B była UPA -Ukraińska Powstańcza Armia.
W skład Krajowego Prowodu wchodzili: Jarosław Staruch „Stiah” – krajowy prowydnyk Petro Fedoriw „Dalnycz” – pierwszy zastępca prowydnyka, kierował referatem SB (Służby Bezpieczeństwa) Wasyl Hałasa „Orłan” – drugi zastępca prowydnyka, referat polityczno-propagandowy Myrosław Onyszkiewicz „Orest” – referent wojskowy, dowódca VI okręgu wojskowego „Sian” Kryjówki większości członków kierownictwa, pracowników technicznych i ochrony znajdowały się w kole o średnicy ok. 40 km, obejmującym południowo-wschodnią część powiatu tomaszowskiego i północno-wschodnią lubaczowskiego. Z końcem lipca rozwiązana została Grupy Operacyjnej „Wisła”, która zajmowała się walkami z UPA oraz przesiedlaniem Ukraińców w ramach akcji „Wisła”. Na to miejsce, w celu całkowitej likwidacji ukraińskiego podziemia została utworzona m.in. Grupa Operacyjna w ramach 5 Okręgu Wojskowego. W jej skład wchodziły 2 brygady Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) – „Lubaczów” i „Sanok”. Podgrupa Operacyjna KBW „Lubaczów” liczyła 1778 żołnierzy, a dowodził nią major Mieczysław Puteczny. Początek końca krajowego prowydnika rozpoczął się 4 września 1947 roku, kiedy dwaj ułani KBW wzięli do niewoli w Lesie Gorajeckim dwóch członków sotni „Szuma” – Iwana Łaszyna „Łewka” i Mychajłę Gacha „Zaporożca”. Jeńcy zeznali m.in., że kierownictwo podziemia ukrywa się w Lasach Monastyrskich niedaleko wsi Dachany II, nie znali jednak dokładnej lokalizacji. Zamieszczony poniżej przebieg akcji pochodzi ze Sprawozdania z akcji odnalezienia kryjówki Jarosława Starucha, ps. „Stiah”, i jego likwidacji. 22 października 1947, Lubaczów. [Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych. Tom 9 Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów w Polsce 1944–1950. Likwidacja struktur kierowniczych część 1, Warszawa-Kijów 2017 istnieją też inne relacje, różniące sie głownie szczegółami: (…) 17 września 1947 r. w godzinach przedpołudniowych, na krótkiej odprawie z oficerami, d[owód]ca podgrupy mjr Puteczny dobitnie w krótkich słowach przedstawił powagę sytuacji, podkreślając, że w ciągu 24 godzin musi być bunkier „Stiaha” wykryty i zlikwidowani bandyci ze swym prowidnykiem „Stiahem”. Nowy duch i pewna ufność, że bunkier zostanie odnaleziony i „Stiah” zlikwidowany – oto rezultat odprawy mjr. Putecznego. Godzina 16.00 dnia 17.09.[19]47 r. Pierwszy meldunek z rejonu działania: „Grupa żołnierzy z 16. Batalionu Specjalnego pod dowództwem ppor. Stopińskiego i ppor. Pękali odnalazła wejście do bunkra »Stiaha«. Bunkier zaminowany”. W gęsto zarośniętym klinie leśnym, między dwoma polanami, znajdował się otwór 45 cm x 45 cm, doskonale zamaskowany, nakryty skrzyneczką, na której rósł krzak jałowca. Jedynie bardzo bystre i doświadczone oko mogło odróżnić, że niektóre krzewy gęsto tutaj rosnącego jałowca [są] jakby odarte z igliwia. Tędy przechodzili bandyci i przez tarcie ubraniem otrzęśli nieco szpilek z krzewów. Nieuchwytny ten ślad wystarczył, żeby doprowadzić poszukujących bunkrów żołnierzy do właściwego miejsca. Wejście do bunkra zostało wykryte. Las i polana dookoła bunkra zostały natychmiast otoczone. Na wprost i z boku wejścia do bunkra murawę leśną zalegli oficerowie i żołnierze. Lekko podnosi się pokrywa wejścia do bunkra i ukazuje się w otworze głowa bandyty. Strzelec Juda, por. Świta i por. Bigaj chwytają bandytę za włosy chcąc go wyciągnąć żywcem z bunkra. Za plecami banderowca ukazuje się lufa MPi i seria za serią trafia pierwszego bandytę. To drugi banderowiec strzela do żołnierzy, chcąc ich odstraszyć, zabijając pierwszego bandytę na miejscu. Żołnierze zalegli. W gorączce walki zupełnie zapomniano o tym, że bunkier jest podminowany. Po pierwszej rakiecie strzelonej przez por. Świtę do bunkra – daje się słyszeć potężny zryw. Chmura piasku, drzew i murawy unosi się wysoko ponad lasem – to rozerwała się mina. Nikt spośród oblegających nawet nie drgnął. We mgle wybuchu bystre oko strz[elca] Skowrona rozróżniło w otworze bunkra sylwetkę banderowca, który chcąc wykorzystać wybuch miny, próbował ucieczki. Celny strzał i martwe ciało zsunęło się w głąb otworu. Szczęściem mina, która rozerwała się w obrębie oblegającej bunkier grupy, nie przyczyniła nikomu nic złego. I znów zaległa cisza przerywana seriami strzałów z rkm-ów i MPi. To bandyci ostrzeliwują się jeszcze przez otwory oddechowe i wejście do bunkra. „Rzućcie broń i pojedynczo wychodzić!” – nawołuje por. Blachsztein – „Opór na nic się nie zda, jesteście otoczeni!”. „Kto wy?” – odzywa się głos z wnętrza bunkra. „Wojsko Polskie!” – pada odpowiedź – „Wasza sprawa jest beznadziejna, nie ma »Szuma«, nie ma »Zaruby«, nie ma »444«, nie ma »Czubczyka«!”. „Koniec UPA” – odpowiedział z głębi głos – „My będziemy ostatni”. Otaczający bunkier żołnierze i oficerowie usłyszeli śpiew w głębi bunkra, to bandyci żegnają się z życiem. Jeszcze dwie rakiety i ze środka bunkra słychać strzały i głuchy wybuch. Następuje cisza. Z wejścia do bunkra unosi się lekki dym. D[owód]ca plutonu saperów ppor. Zietal melduje, że zostały wykryte dwie miny – jedna w odległości 3 m[e]tr[ów] od wejścia po prawej stronie, a druga w odległości około 20 metr[ów] od wejścia na wprost. Wojsko odchodzi na odległość 200 metrów, podłożony trotyl i wstrząs niszczą miny – teren jest czysty. Miny były sporządzone z pocisków artyleryjskich 120 mm – przy czym druty służące do zerwania zapalników przeprowadzone zostały do wnętrza bunkra. Zapada szybko noc. (...) Dnia 18.09.[19]47 r. skoro świt przystąpiono do rozkopywania bunkra: idą w ruch łopaty, kilofy i łomy – praca posuwa się szybko naprzód. Już dokopano się do desek – to sklepienie bunkra. Jeszcze kilka ruchów łopat, jeszcze kilka uderzeń kilofów i otwór do bunkra gotów. Żołnierze jeden przez drugiego pragną wejść do środka. Oto z wnętrza podaje już strzelec Świątek rkm, za nim idą kara[biny], maszyna do pisania... Nowa przeszkoda. Z tego powodu, że przez otwory dostało się powietrze do wnętrza, ogień buchnął z całą siłą. Grozi spalenie się bunkra wraz z całą jego cenną zawartością. [...] Zaczyna się rwać amunicja. Woda daleko. Należało otwory zasypać z powrotem. I w kilka minut warstwa ziemi uniemożliwia rozszerzanie się ognia. Żołnierze kopią drugi otwór. To mieszkanie „Stiaha”. Mimo dymu żołnierze, zmieniając się co chwila, wydobywają zawartość bunkra: 4 maszyny do pisania,bogate archiwum sztabowe, aparat radiowy, akumulatory, worki z żywnością (nawet czekoladę), aparat fotograficzny, lekarstwa i wiele innych rzeczy. Oto z grubsza spis znalezionych przedmiotów. Z kolei żołnierze wydobywają na zewnątrz zwłoki bandytów: „Doński”, „Ihor”, „Zmijenko”, „Czornomorec”, a wreszcie i „Stiah”. Trudy żołnierzy nie poszły na marne. Krajowy prowidnyk UPA „Stiah”, jego ochrona i bunkier przestały istnieć. TAK DOKONAŁ SWEGO ZBRODNICZEGO ŻYWOTA JEDEN Z O NAJWAŻNIEJSZYCH UKRAIŃSKICH HADÓW . OBECNIE CZCZONY NA UKRAINIE JAK WIELU JEGO WSPÓŁPLEMIEŃCÓW, SPLAMIONYCH KRWIĄ NIEWINNYCH POLSKICH OFIAR.

środa, 10 września 2025

Wierzę w miłość.

Gdy mnie już nie będzie - nie płacz. Będę obok. W ciszy poranka, w zapachu kawy, w ciepłym świetle słońca, które dotknie twojej dłoni. Nie szukaj mnie na cmentarzu - żyję w twoich wspomnieniach, w każdym dniu, w którym mnie pamiętasz. Zatrzymaj się na chwilę. Zamilknij. Uśmiechnij się. Poczuję to. Bo prawdziwa miłość nie umiera. Ona po prostu uczy się milczeć

niedziela, 7 września 2025

Easy Rider-kontrkultura i kontestacja.

Easy Rider to jeden z pięciu filmów, które zdarzyło mi się widzieć ponad dziesięć razy, inne to : Hair, Lot nad kukułczym gniazdem, Znikajacy punkt , Zabriskie point. Treść filmu na pierwszy rzut oka może wydać się banalna , oto dwóch kalifornijskich hippisów, Wyatt (Peter Fonda) i Billy (Dennis Hopper) sprzedało większą ilość zakazanych substancji, które przywieźli z Meksyku. Za zdobyte pieniądze postanawiają wybrać się na motorach z Los Angeles do Nowego Orleanu. Podróż na wschód wiedzie przez Kalifornię, Nowy Meksyk, Teksas i Luizjanę. Po drodze motocykliści używają życia: biorą narkotyki, uwodzą dziewczyny. Wśród wielu dziwnych postaci, które spotykają, jest pewien nadużywający alkoholu młody prawnik (Jack Nicholson), który bez wahania porzuca rodzinne strony i przyłącza się do wyprawy. Zrealizowany za niewielkie pieniądze debiut reżyserski 33-letniego Dennisa Hoppera. Film kultowy, sztandarowe dzieło nurtu młodzieżowej rewolty lat 60. Dwie nominacje do Oscara. Do tego fantastyczna muzyka hippisowskich formacji z lat 60-tych -Steppenwolf i słynne Born to be wild, dalej Smith, The Holy Modal Rounders ,The Jimi Hendrix Experience,czy wreszcie The Electric Prunes czyli esencja psychodelii. Dla jednych to pokryty patyną rupieć rozdarty między konkulturową konstestacją a odwołaniem do mitycznego praczasu. Dla innych do których i ja się zaliczam to filmowy manifest, który nie razi pretensjonalnością, ale i mimowolna zapowiedź generacyjnej drogi w dół.,,Mówić o wolności i być wolnym to dwie różne sprawy '' mówi jeden z bohaterów.

piątek, 5 września 2025

Rozmowy nocą.

– Tęsknię za Tobą tak bardzo, że czasem aż boli. – Wiem. Widzę każdy Twój oddech i każdą łzę, której nie chcesz pokazać światu. – Boję się, że kiedyś Cię zapomnę. – Nie zapomnisz. Moje miejsce jest w Tobie – w Twoim śmiechu, w Twoich gestach, w spojrzeniu, które masz w oczach, gdy patrzysz w lustro. – Ale tu jest tak pusto bez Ciebie… – Pusto tylko z pozoru. Jestem przy Tobie bardziej, niż myślisz. W ciszy, którą czujesz, jest moje „kocham”. W wietrze, który porusza firanką, jest mój dotyk. – Chciałbym Cię przytulić, jeszcze raz… – Przytulasz mnie za każdym razem, gdy myślisz o mnie ciepło. Nie zniknęłam . Zmieniłam tylko drogę, którą do Ciebie wracam. Miłość nie zna granic. A serca… nigdy się nie rozstają. Ty jesteś, gdziekolwiek ja jestem. Nie istnieje żadna odległość, która mogłaby nas rozdzielić, bo Ty jesteś ze mną, żyjesz we mnie, w każdym wspomnieniu, które po Tobie pozostało. Noszę Cię zawsze w sobie i wierzę, że Ty jesteś, gdziekolwiek ja jestem... Bo jesteś...

niedziela, 17 sierpnia 2025

Cała prawda o strajku .

Strajki rozchodziły się po PRL już od początku lipca 1980 roku. Pracę wstrzymały zakłady pracy m.in. w Lublinie, Sanoku, Świdniku i Poznaniu. Kolejne wystąpienia planowały WZZ Wybrzeża. Władze dowiedziały się o tym od zainstalowanych w organizacji informatorów. Zmobilizowano wówczas wszystkich tajnych współpracowników służb mundurowych, takich jak Jerzy Kozłowski „Kolega” oraz Lech Wałęsa, działający wcześniej pod pseudonimem „Bolek”.Decyzję o strajku celowo przyspieszyło kierownictwo Stoczni Gdańskiej, które wyrzuciło z pracy znaną działaczkę Annę Walentynowicz. Była to oczywista prowokacja mająca eskalować konflikt, w celu przeprowadzenia kryzysu kontrolowanego z podstawionymi osobami na czele. Nieświadomi prowokacji opozycjoniści, wydrukowali masę ulotek, które postanowili rozdawać Polakom w całym trójmieście rano 14 sierpnia. Jedną z osób wyznaczonych do kolportażu był Lech Wałęsa, jednak nie tylko nie zjawił się osobiście ale też nie powiadomił o akcji osób, które przydzielono mu do pomocy. Miał inne plany. Według relacji żołnierza LWP Jerzego Maleszki, który pełnił 13 sierpnia 1980 służbę na Oksywiu, na teren bazy marynarki wojennej po godzinie 18.00 przyjechała czarna wołga z funkcjonariuszami SB i Wałęsą.Grupa ta miała następnie udać się do zacumowanej motorówki P1 i odpłynąć z tego miejsca. Następnego dnia Wałęsa przybył na strajk kilka godzin po jego rozpoczęciu. Według sprzecznych relacji, na teren stoczni wprowadził go TW Kolega (słynny skok przez płot) albo też został dostarczony tam motorówką, po końcowych konsultacjach z dowództwem marynarki wojennej.
Tą drugą wersję potwierdził w swoim pamiętniku minister przemysłu Aleksander Kopeć (jeden z negocjatorów w czasie kryzysu na Wybrzeżu). Zapisał, że admirał Ludwik Janczyszyn zwierzył mu się, jakoby był jednym z organizatorów przewiezienia Wałęsy motorówką do Stoczni. Rzekome ustalenia w dowództwie marynarki, mogą tłumaczyć słynne „spóźnienie” Wałęsy na strajk. Sprawa nadal stanowi zagadkę. Abstrahując od sposobu dostarczenia TW Bolka na teren strajku, rozpoczął się on rano, 14 sierpnia 1980 roku z poduszczenia Bogdana Borusewicza, bez wiedzy kierownictwa WZZ. Podstawą postulatów była sprawa przywrócenia Anny Walentynowicz do pracy oraz kwestie socjalne i płacowe. Skandowano hasła „Socjalizm tak, wypaczenia nie” oraz „Proletariusze wszystkich zakładów łączcie się”. Pojawiły się też żądania natury politycznej: upamiętnienia Ofiar Grudnia 1970 roku. Kluczowe w tym wszystkim było to, że w czasie protestu nie było w Stoczni Gdańskiej najważniejszych działaczy WZZ, gdyż wcześniej zwolniono ich z pracy i nie mieli wstępu na jej teren. W takich warunkach kierownictwo zrewoltowanego tłumu objął Lech Wałęsa. Jego przywódczą rolę przypieczętował m.in. Jerzy Borowczak, który gardłował za „Bolkiem” w mediach (w tym zagranicznych) przybyłych do stoczni pod koniec strajku. Dlaczego Wałęsa? Wyjaśnił to sam Borusewicz w wywiadzie pt. „Szara eminencja” z 1991 roku. Stwierdził w nim: „musiał to być też ktoś do zaakceptowania przez drugą stronę – czyli dla władzy. Wałęsa był najlepszym kandydatem”. W każdym razie, na całą Polskę i świat poszła wieść, że na czele strajku okupacyjnego stoi Lech Wałęsa – bohater robotników. 15 sierpnia wybuchły nowe protesty np. w stoczni gdyńskiej, gdzie na czele protestujących stanął zatrudniony tam raptem dzień wcześniej Andrzej Kołodziej. Tego dnia stanęło niemal całe trójmiasto. 16 sierpnia odbyły się rozmowy delegacji strajkujących z kierownictwem stoczni. Uzgodniono podwyżkę 1500 zł dla jej pracowników, po czym Wałęsa ogłosił zakończenie strajku. Wszystko skończyłoby się po myśli władz, gdyby nie energiczna akcja działaczy WZZ m.in. Andrzeja i Joanny Gwiazdów, którzy objechali „żukiem” znaczną liczbę zakładów i przekonali robotników do kontynuowania protestu. 17 sierpnia powołano Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS) oraz przedstawiono władzom 21 postulatów. Wśród większości słusznych żądań związanych z wolnością słowa i reformami gospodarczymi, domagano się też radykalnego zwiększenia urządzeń socjalnych, w postaci 3- letnich urlopów macierzyńskich, wolnych sobót oraz obniżenia wieku emerytalnego do poziomu 50 (kobiety) i 55 lat (mężczyźni). Wcześniejsze wydarzenia i szum medialny wokół Wałęsy spowodowały, że zgodzono się aby przejął kierowniczą rolę w MKS. W obliczu przedłużającego się strajku, władze postanowiły skłócić protestujących z resztą społeczeństwa. Reżimowe media powoływały się na bezzasadne przerwy w pracy, które jedynie powiększały problemy z zaopatrzeniem rynku wewnętrznego. Poza tym, oprócz już zainstalowanych między protestującymi agentami, próbowano dokooptować nowych. 22 sierpnia do Stoczni Gdańskiej przybyli specjalnym samolotem z Warszawy, dwaj przedstawiciele stołecznych intelektualistów. Deklarowali się jako przeciwnicy systemu, którzy chcą doradzać strajkującym. Pierwszym z nich był żyd Beniamin Lewertow (Bronisław Geremek) – historyk, członek PZPR w latach 1950 – 1968, w latach 50. zaciekły piewca Józefa Stalina i stypendysta rządowy w USA i Francji, sekretarz podstawowej organizacji partyjnej na Uniwersytecie Warszawskim. Drugim był Tadeusz Mazowiecki, który w dobie Stalina krytykował „żołnierzy wyklętych” jako „wczorajszych oprawców z Dachau i Oświęcimia” oraz rozbijał od środka środowiska katolickie w ramach stowarzyszenia PAX. Nieświadomy zagrożenia MKS, zgodził się na powołanie przy sobie tzw. Komisji Ekspertów. Pomimo starań, Geremkowi i Mazowieckiemu nie udało się nakłonić stoczniowców do porzucenia postulatu utworzenia niezależnych związków zawodowych. Wkrótce do Gdańska przybyła delegacja rządowa z Mieczysławem Jagielskim na czele. Miała ona za zadanie rozwiązać spór z protestującymi, jednak jedynie powtórzyła wcześniejsze propozycje „ekspertów”. Rozmowy przedłużały się, podczas gdy do strajku przystąpiły kolejne zakłady z głębi kraju. Przerażony masowością oporu społecznego rząd, zgodził się na wysuwane postulaty. 31 sierpnia podpisano porozumienie, na mocy którego zezwolono m.in. na powstanie niezależnych, samorządnych związków zawodowych. Podobne umowy jak w Gdańsku, zawarto w Szczecinie i Jastrzębiu. Po latach okazało się, że we wszystkich trzech miejscach, liderzy komitetów strajkowych byli zamieszani we współpracę z władzami i SB.

poniedziałek, 21 lipca 2025

Bitwa nad Bugiem, Czumów 20 .07 .2025 r. Fotorelacja.

src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZvYW6yjEbtfhrZ5xWUWbQ0AAW8h9LpS8YMw_ilL48Fdn3wId_NdYeK_qsw6k4_eg2Gf6apBeeFf55DSbfouMikL2dRcdATuNqBLtikXpvzU58z0DfRiRyyCyNtB9vFFw01NggEeXgahNZEL0acEUY1I3Rf7bOO5ewugOSdUeQe0Oo4XpkCaTxG1LLV_ug/s400/522402205_1327564042708631_2586503313940468537_n.jpg"/>

Zima 1978/79 . Wspomnienia.

Zimno? Kiedyś to dopiero były zimy. Bywało, że temperatury spadały do -30 stopni Celsjusza, zaspy śniegu były wyższe niż płoty, bywało, że s...