niedziela, 10 września 2023
sobota, 9 września 2023
Tajemnice Chryszczatej.
Czy Upowskie bunkry to tylko wymysł czy istniały naprawdę? Nie jest to wymysł ani fikcja literacka. Ukryci w nieprzepastnych lasach siali terror i zamordowali ok 2000ludzi zamieszkujących obecnie tereny Bieszczad.,,Bunkier nasz nie był duży; długi na cztery metry, szeroki na trzy metry, z jednej strony wysoki na pół metra, a z drugiej na półtora. (…) Zaminowaliśmy się nabojami moździerzowym.Druty były poprowadzone po powierzchni ziemi, przymocowane do niej haczykami i zamaskowane. Na wypadek ataku wroga ciągnęło się za drut, a nabój z 700–1000 odłamków niszczył wszystko dookoła” – tak Stepan Stebelski ps. Chrin, dowódca jednej z sotni (kompanii) Ukraińskiej Powstańczej Armii opisuje obóz w masywie Chryszczatej w Bieszczadach.Gdzieś w trójkącie wyznaczanym przez Chryszczatą (997 m), Maguryczne (884 m) i Wołosań (1071 m) istniało podziemne miasto.Chryszczata to zalesiona i odludna góra; podobnie Maguryczne i Wołosań. Od wojny cieszą się ponurą sławą „gniazda żmij”. Nie bez powodu – to w paśmie Wysokiego Działu (tak się zwie ta część Bieszczadów) schronienie znalazły sotnie UPA Stepana Stebelskiego „Chrina” i Jarosława Starucha „Stiaha”, wchodzące w skład kurenia (batalionu) Wasyla Mizernego ps. Ren. Łącznie było to około 200 ludzi. Umocnienia obronne dla nich budowano prawdopodobnie już od wiosny 1945 r.Wiadomo, że ziemianki, nazywane bunkrami, były wentylowane i ogrzewane; część pełniła funkcję mieszkaniową, pozostałe były magazynami żywności i broni. Budowano je nad potokami, które dawały wodę, a zimą szansę dostania się do pobliskiej wsi bez pozostawiania śladów na śniegu.Ale najważniejszy był podziemny szpital UPA. Tak pisał o nim w „Łunach w Bieszczadach” Jan Gerhard: „Stanowił właściwie system łączących się ze sobą bunkrów – operacyjnego, dwóch wypoczynkowych, mieszkalnego dla sióstr i lekarza oraz magazynu z zapasem żywności”.
Okolice Chryszczatej były doskonałym miejscem wypadowym do działań wobec Polaków. Nękano nie tylko posterunki Milicji Obywatelskiej i Wojsk Ochrony Pogranicza. Mordowano też cywili. Nocą z 29 na 30 marca 1944 r. UPA zarżnęła 16 mieszkańców Seredniego Małego na stokach Otrytu. 10 lipca 1944 r. doszło do pogromu w Baligrodzie; banderowcy wyłapywali i mordowali Polaków idących do kościoła. Zginęły 42 osoby. Mordy zdarzyły się także w Lutowiskach (pięć rodzin) i Mucznem (74 osoby). Z kolei w Myczkowcach i Solinie zabito w kilku atakach łącznie pół setki Polaków.Ale najważniejszy był podziemny szpital UPA. Tak pisał o nim w „Łunach w Bieszczadach” Jan Gerhard: „Stanowił właściwie system łączących się ze sobą bunkrów – operacyjnego, dwóch wypoczynkowych, mieszkalnego dla sióstr i lekarza oraz magazynu z zapasem żywności.Dopiero na przełomie stycznia i lutego 1947 r. pułk ppłk. Gerharda, wezwany na pomoc przez Grupę Manewrową WOP z Cisnej, rozprawił się z banderowcami w masywie Wysokiego Działu. Bunkry wysadzono, zlikwidowano też podziemny szpital. Nikt nie odważył się wejść do ziemianek; wrzucano do nich granaty lub – dla lepszego efektu – ich wiązki.Wiadomo, że rozległy obóz UPA znajdował się na południowy-zachód od szczytu Magurycznego. Informacje o położeniu szpitala są jednak sprzeczne i niejednoznaczne – mógł mieścić się na Krąglicy, ale równie dobrze pod Wołosaniem lub nad Kołonicami.Historia działalności UPA w Bieszczadach powraca co jakiś czas sama z siebie. Jesienią 2008 r. na stokach Chryszczatej, w odludnej dolince bezimiennego dopływu potoku Olchowaty, ponad miejscem, dokąd przed wojną sięgały zabudowania Duszatyna, odkryto betonowy obelisk z tryzubem. Napisano na nim, że to hołd „towarzyszom broni, poległym w obronie podziemnego szpitala”.Można przypuszczać, że pomnik był dziełem weteranów UPA z Ameryki, którzy kilka dni wcześniej, udając turystów, żelastwo i beton do jego budowy wnieśli na Chryszczatą na plecach.Szkoda ze ci weterani nie pobudowali pomnika rodakom zamęczonym przez banderowców np. na Krywe. Kilka tygodni później rozbiórkę nielegalnego pomnika w kształcie krzyża nakazał leśnikom nadzór budowlany.Na szczęście na wiosnę 2009 r. problem pomnika rozwiązał się sam. A właściwie rozwiązali go „nieznani sprawcy”. Miejsce, w którym stał, znaczy teraz tylko sterta gruzu przerośniętego trawą.Tyle że to na pewno nie miejsce, w którym prawie 70 lat temu istniał szpital UPA.Dziś zapadnięte leśne leje mogą świadczyć ze rezydowali tam kiedyś ci którzy krwią niewinnych ofiar zraszali tę ziemie.
sobota, 2 września 2023
,,TORNADO'' - batalion synów Lucyfera
Wszyscy słyszeliśmy o bohaterskim pułku "Azow" który z poświęceniem życia bronił kogoś lub czegoś w lochach hutystali w Mariupolu. Jak działają ukraińskie "bataliony"?
Kiedy w off-mediach, jak np. Nowy Ekran czytamy słowo Azow, mamy przed oczami rodzaj specjalnej jednostki w rodzaju naszego „Gromu” - wytrenowani sportowo i militarnie mężczyźni, może tylko przesadnie wytatuowani, którzy dobrowolnie wstąpili do batalionu patriotów, chcących walczyć o Wielką Ukrainę, wolną od „szumowin- jak oni sami tweirdzą – rosyjskich, żydowskich, cygańskich i polskich”. Mają co prawda śmieszne resentymjenty z nazistowskich Niemiec, widzą siebie, jako kontynuację SS-Galizien, ich bohaterem jest Stepan Bandera. Ale przecież cały naród ubóstwia Stepana Banderę, który o włos nie wyzwolił Ukrainy spod sowieckiego panowania.
O tym, czyn naprawdę jest (a raczej był) pułk Azow, rozbity w ubiegłym tyodniu i w ilości 6 tysięcy żołneirzy wziętych przez Rosjan do niewoli napiszę w następnym artykule. Teraz chciałabym przedstawić historię innego batalionu ukraińskich nazistów, który również działał na wschodniej Ukrainie, przed wszystkim w obwodach: zaporoskim, donbaskim i ługańskim i obecnie jego rozproszeni członkowie walczą z bronią w ręku w rozmaitych formacjach Ukraińskiej Armii Narodowej – o najbardziej bestialskim ze wszystkich mu podobnych, batalionie TORNADO.
Czy pamiętacie jeszcze ukraiński Majdan,który zaczął się w listopadzie 2013 r. ? Sama byłam średnio tematem zainetersowana, bo uważałam Ukrainę za raka na ciele Europy (i nadal tak uważam) – chorą tkankę, która jest w stanie zakazić cały organizm. Byłam parę latwczesniej we Lwowie i widziałam to miaqsto i zewnątrz i -dzięki polsko-ukrauńskim przyjaciołom – także od środka. Uderzało powszechne bezrobocie i beznadzieja. Majdan, który trwał w Kijowie 4 miesiące i gdzie demonstrowały dziesiątki ytsięcyUkraińców chcąc obalić legalnie wybranego prezydenta i rząd– wszyscy opłaceni: jedni przez Amerykanów, drudzy przez Janukowycza- dowożeni autobusami z wielu ukraińskich miast - przeniósł się na wschód Ukrainy,gdzie etniczni mieszkańcy, Rosjani, podjęli powstańczą walkę z kijowską władzą o suwerenność.
Majdan wschodniouktaiński trwał osiem lat – do chwili obecnej. Co się zatem tam działo?
Osiem lat trwały walki władz z cywilami - powstańcami domagającymi się suwerenności. Na pomoc regularnej armii Ukrainy i milicji przyszły samozwańcze bataliony -jak się okazało- wszystkie o tradycji nazistowskiej. Może tylko SłużbaBezpieczeństwa Ukrainy wie, ile ich w sumie było.Na pewno ponad 10. nie mówiąc już o samodzielnych jednostkach ultranacjonalistycznych i nazistowskich partiach, takich jak "Prawy Sektor".
Dziś opowiem o jedynym batalionie nazistów,którego niektórych członków udało się postawic przed sądem i niektórych nawet skazać.Niestety, niewiele to dało, bo wmarcu br.prezydenz Zelenski wydał rozporządzenie o amnestii,które zwalniało z więzień wszelkich kryminalistów, by w zamian stawili się w szeregach armii narodowej.
Ich działalność powinna pozostawić bardzo widoczne ślady w sieciach społecznościowych... Ilość masakr, zabójstw, gwałtów i wymuszeń wiosną i latem 2014 roku została zauważona, nie mogło być inaczej, przez stowarzyszenia zajmujące się obroną praw człowieka, takie jak Amnesty International. Po raz pierwszy od 1945 roku nazistowska Europa mogła wyrazić siebie, bić, aby zabić, zbroić się, tworzyć bataliony, a wkrótce... oddawać się masakrom i realizować wielkie hitlerowskie marzenie: zaatakować świat słowiański, aby go zdominować i unicestwić. Również w sieciach nie wahali się paradować, publikować, filmować,tworzyc zespoly heavy metalowe, nawet opowiadać, co zrobią Rosjanom z Donbasu, ich kobietom (gwałcić) i dzieciom. (grilować).. Prawie nic z tego nie zostało dziś w internecie- ujkraińskiei amerykańskiesłużby dokładnie oczyściły sieć na długoprzedwkroczeniem na Ukrainę Rosjan.
Niewątpliwie ciekawostką jest fakt,że niemal wszystkie nazistwoskie bataliony oficjalnie zarejestrowały sięzimą i wiosną2014 roku,kiedy w Zaporożu, w Donbasie i Ługańsku trwała regularna wojna pomiędzy separatystami pragnąsymi suwerenności dla tych obwodów a wojskam i imilicją państwa ukraińskiego.
Rejestracja oznaczała,że bataliony te dysponują budżetem,mają pieniądze na utrzymanie, umundurowanie,wyposażenie w broń,nawet,jeśli siedziby otrzymywali w prezencieod państwa.
Batalion Azow został adoptowany przez żydowskiego oligarchę,Kołomojskiego,tego samego,który wz aktora kabaretowego zrobił prezydentapaństwa.Kto jednak finansował batalion Tornado? Też Kołomojski?
Batalion Tornado został sformowany dość późno w obwodzie zaporoskim (we wrześniu 2014 roku), w regionie, który był masowo prorosyjski i według rządu w Kijowie wymagał brutalnych represji. Na Zachodzie nie pamiętamy słynnego "Zaporoża 300", odważnych mężczyzn, którzy protestowali na ulicach przeciwko Majdanowi, nosząc słynną wstążkę św. Jerzego, upamiętniającą zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Zostali otoczeni przez agresywnych, uzbrojonych aktywistów Majdanu, którzy otaczali ich przez kilka godzin. Obrzucono ich mąką, jajkami i śmieciami, kamieniami i butelkami, a także mocno znieważano i grożono. Policja pozwoliła na to i mężczyźni ci w końcu uciekli, ale jest prawie pewne, że zostali policzeni i odnalezieni. Ci, którzy nie uciekli w następnych tygodniach, zostali prawdopodobnie aresztowani, torturowani i zamordowani przez ekstremistów z partii ultranacjonalistycznych, uzbrojone bandy batalionów specjalnych lub przerażającą policję polityczną SBU. Aby przezwyciężyć ten rusofilski sentyment i związane z nim wartości, Ukraina wysłała na wschód prawie wszystkich słynnych obrońców Majdanu, którzy zimą 2013-2014 roku przeprowadzili w Kijowie Rewolucję Godności. Stali się oni uciążliwi i zostali zatrudnieni do szerzenia terroru na Wschodzie, mając carte blanche i czek in blanco. Wybuch przemocy, jaki nastąpił, na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców Donbasu i wschodniej Ukrainy. Straszliwy korowód śmierci, porwań, zamachów, grabieży, denuncjacji i bezprecedensowego exodusu (co najmniej 1,5 miliona Rosjan z Donbasu, a prawdopodobnie co najmniej 3 miliony Rosjan ze wschodniej Ukrainy i ze wszystkich obszarów etnicznie i kulturowo rosyjskich.
Ponieważ w Donbasie działo się bardzo źle, a ukraińskie bataliony odwetowe ponosiły kolejne niepokojące porażki, wkrótce trzeba było wysłać posiłki. W tym kontekście powstał batalion Tornado, na gruzach batalionu Шахтёрск (Szachtiorsk), który bardziej niż jakikolwiek inny wyróżnił się w mordach i zbrodniach na ludności Donbasu (zwłaszcza w Mariupolu, Mariince i Peszoku). W raporcie opublikowanym przez Ukraińską Helsińską Unię Obrony Praw Człowieka opisano odrażające zachowanie żołnierzy z Szachtiorska. W szczególności chodzi o samowolne uprowadzanie cywilów z Mariinki, przekształcanie ich w niewolników, w tym w celu wykorzystania jako żywych tarcz, do pracy przymusowej lub jako obiekty seksualne (zarówno kobiety,jak i mężczyzn). Zbrodnie były tak brutalne, że Ministerstwo Obrony Ukrainy mogło jedynie rozwiązać ten batalion okryty krwią i hańbą (16 października 2014 r.). Jego członkowie zostali wcieleni do batalionu Mariackiego (później przeniesionego do oddziałów pomocniczych policji, 4. pułku kijowskiego) oraz do batalionu Tornado, który został zaprezentowany dziennikarzom w Zaporożu 23 października. Niewielu ludzi pochodziło z tego miasta, ale efektem propagandowym było przede wszystkim narzucenie się ludności i próba podniesienia i tak już niskiego morale Ukraińców na froncie i na tyłach (z tym niskim morale to tradycja). W ramach pokazu brawury ogłoszono, że batalion ma służyć na wzór brytyjskich komandosów SAS, czyli infiltrować wroga, prowadzić działania wywiadowcze i sabotażowe. Rzeczywistość, która się potem wydarzyła, przyprawiła wielu o dreszcz przerażenia.
Niezdyscyplinowanie, zbrodnie wojenne i grabieże. Aby go wzmocnić, batalion został zasilony byłymi więźniami ukraińskich więzień, pospolitymi przestępcami,mordercami i członkami podziemia ultrakorupcyjnej Ukrainy. Na efekty nie trzeba było długo czekać:2listopada 2014 r. Służba Bezieczeństwa Ukrainy (SBU) aresztowała6 bojówkarzy zy batalionu, którzy zostali zatrzymani w Kijowie uzbrojeni po zęby i oświadczyli, że przyjeżdżają do stolicy... po pomoc humanitarną zebraną dla wolontariuszy! W Zaporożu batalion, który już sam w sobie stanowił problem, wszedł w konflikt z merem miasta (12 listopada), którego wkrótce oskarżono o sprzyjanie "separatyzmowi" i odmowę udostępnienia lokali i pieniędzy. Burmistrz odważnie odpowiedział, że batalion powinien zostać wysłany na linię frontu... co wkrótce zostało nakazane przez ukraińskie dowództwo, miał on zająć pozycję w Berdiańsku, mieście położonym na tyłach Mariupola (ale nie włączonym do Donbasu). W rzeczywistości batalion zapadł się na długi czas w swoich pieleszach na tyłach Zaporoża i Berdiańsau, aż do gorzkich porażek zimą 2014-2015. W warunkach ciężkich strat w bitwie o lotnisko i w bitwie pod Debalcewem batalion otrzymał rozkaz przejścia na linię (1 stycznia 2015 r.) i został wysłany na front ługański. Obawiając się ostrzału powstańczego, batalion przeniósł się do użytkowanego szpitala i wkrótce powrócił do swoich zwyczajowych grabieży i nadużyć.
Zaczął od aresztowania i okradania miejscowej ludności, konfiskaty telefonów komórkowych, kradzieży i poniżania. Szybko stał się znany ze swojego okrucieństwa wobec cywilów, do tego stopnia, że ci ostatni apelowali do regularnej armii o ich ochronę. Skargi te nie przyniosły jednak skutku. Batalion zaczął więc nielegalnie przeszukiwać domy cywilów, systematycznie je plądrując, rekwirując domy i dobra, nie wspominając o biciu, dręczeniu, a wkrótce także zabijaniu nieuzbrojonych ludzi. Żołnierze Tornada ponownie przekroczyli granicę, atakując ludność cywilną, szturmując spokojne domy, zabijając psy jednym strzałem, łapiąc wszystkich mężczyzn, od nastolatków po starców. Ci ostatni byli przetrzymywani dla okupu, w zamian za różne dobra, kosztowności, telewizory, komputery czy sprzęt gospodarstwa domowego. Ci, którzy nic nie mieli, byli przetrzymywani, bici i zniewalani w strasznych warunkach. Wkrótce dochodziło do tortur, zaginięć i gwałtów. Mimo odważnych skarg cywilów, którzy ryzykowali życiem, wojskowy wymiar sprawiedliwości nie zrobił nic, dopóki szef administracji okupacyjnej obwodu ługańskiego nie zażądał odesłania batalionu (17 czerwca 2015 r.).
Po straszliwych nadużyciach z 2014 roku, Ukrainie trudno było dalej tuszować masakry i zbrodnie, które stawały się coraz bardziej wstydliwe. Wszczęto postępowanie karne przeciwko dwóm batalionom, w tym Tornado i drugiemu nazistowskiemu Batalionowi Czernihów (marzec 2015 r.), ale nadal nie było reakcji ze strony Ministerstwa Obrony. Nadużycia nie ustały, łącznie z zatrzymywaniem pociągów towarowych w celu "powstrzymania przemytu" z Donbasu. Tym razem władze wojskowe postanowiły działać, dowódca batalionu Oniszczenko został aresztowany wraz z 8 innymi oficerami i bojówkarzami(dwóch zwolniono), następnie czterech innych umieszczono w areszcie (17 czerwca 2015 r.). Śledztwo ujawniło horror, w szczególności salę tortur w piwnicy szkoły w mieście Lissiczansk oraz odkrycie, że dzieci, chłopcy i dziewczynki były torturowane razem z dorosłymi, gwałceni, a czasami mordowani. Batalion został rozwiązany na mocy rozkazu Ministerstwa Obrony, ale Tornado odmówiło złożenia broni i rozpoczęło powstanie zbrojne. Okopawszy się na swoich pozycjach, batalion pozostał niewzruszony aż do obietnicy bardzo łagodnych kar. Dopiero wtedy został wysłany na tyły, gdzie został rozwiązany i rozbrojony. Główny Prokurator Wojskowy Armii Ukraińskiej wszczął wtedy postępowanie przeciwko dowódcy batalionu Oniszczence, któremu postawiono 5 zarzutów (jego żona skarżyła się na czystość ich intencji... i chęć wyzwolenia Ługańska i Doniecka!). Okazało się, że jedna czwarta mężczyzn z batalionu była notowana, czasem za krwawe zbrodnie. Kolejną salę tortur odkryto w szkole we wsi Priwolnensk, a konfiskata telefonów przyniosła nagrania wideo z sesji tortur, a przede wszystkim gwałtów, zwłaszcza na mężczyznach, w sesjach o niespotykanej perwersji.
Oskarżenie było kłopotliwe dla kijowskiego reżimu, dlatego też postępowanie zostało częściowo wyciszone i toczyło się powoli, a proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, aby zapobiec nagłośnieniu sprawy przez media. W końcu stało się odwrotnie - ukraińskie media zainteresowały się sprawą. We wrześniu prokurator ogłosił zakończenie śledztwa, ale członkowie batalionu odpowiedzieli, że przemyt z Donbasu nadal trwa, a oni sami są "patriotami". Do więzienia trafiło tylko 12 osób, a mimo poparcia ekstremistycznych partii neonazistowskich i ultranacjonalistycznych skandal był zbyt wielki i tych 12 osób postawiono przed sądem. Proces trwał jednak dwa lata, zgromadzono 80 tomów dokumentacji, 111 świadków i tylko 13 ocalałych ofiar zgodziło się mówić. Wyroki były bardzo łagodne w stosunku do zbrodni i zostały ogłoszone dopiero po terminie (7 kwietnia 2017 r.) - 11 lat więzienia dla dowódcy batalionu Oniszczenki, 9 lat dla majora Nikołaja Cukra, 9 lat dla Białorusina Daniła Liaczuka, 10 lat dla Ilji Kołoda, 9,5 roku dla Borysa Gulczuka, 9 lat dla Maksyma Glebowa i Nikity Kousta, 8 lat dla Jurija Szewczenki, 5 lat dla Romana Ibasza, Andrieja Demczuka i Nikity Sbiridowskiego. To bardzo mało, biorąc pod uwagę barbarzyńskie zbrodnie i już odbyte kary więzienia. Prezydent Zelenski ogłosił w kwietniu 2022 r. zwolnienie więźniów z doświadczeniem wojskowym... Można się założyć, że ci niebezpieczni szaleńcy zostali wypuszczeni na wolność i jeśli tylko nadarzy się okazja, znów będą się wyżywać na rosyjskiej ludności cywilnej. Pozostałych członków batalionu przeniesiono do innej jednostki pomocniczej policji - pułku Mirotvotworec (9 października 2015 r.). Można sobie wyobrazić, co ci ludzie nadal robili w Donbasie i jakie tortury zadawali w odwecie wielu niewinnym cywilom.
Niestety,zachodnie media nie interesowały się procesem,
W oparciu o m.inn.:Laurent Brayard dla Donbass Insider
czwartek, 24 sierpnia 2023
Ktoś tutaj był i był...
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no Ona tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już Ona się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w Jej stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.
piątek, 4 sierpnia 2023
Volksdeutsche i V kolumna w hrubieszowskiem.
W krótkim okresie działań wojennych, jakie rozegrały się we wrześniu 1939 r.
na ziemi hrubieszowskiej nie zanotowano oczywistych dowodów działań sabota- żowych piątej kolumny, chociaż w społeczeństwie istniała psychoza na ten temat.
Ale też na terenie powiatu nie było większych skupisk niemieckich. Nie było aktów
sabotażu ze strony Ukraińców, gdyż antypolska propaganda wśród nich jeszcze
nie działała. Na zdj. domy ukraińskie pod Hrubieszowem. Rozszalała się dopiero po wprowadzeniu administracji okupacyjnej
i wtedy też dopiero okazało się, że wśród miejscowej ludności zarówno polskiej
jak i ukraińskiej są kandydaci na volksdeutschów. Niemniej zanotować należy,
że były pojedyncze fakty obecności na tym terenie agentów niemieckich. Jednym
z nich był ojciec Maks, zakonnik z Frankamionki. W ramach akcji nawracania
prawosławnych na katolicyzm i przerabianie ich w ten sposób na Polaków, akcji
prowadzonej w ostatnich latach przed wojną przez korpus oficerski na terenach
wschodnich Polski, na teren powiatu sprowadzono zakonników misjonarzy. Wielu
z tych zakonników okazało się w czasie próby dobrymi i ofiarnymi Polakami jak
ks. Wacław Maluga, lub ks. Celestyn Buk, ale też wśród nich był także o. Maks.
Po wkroczeniu Niemców ów „ksiądz” zrzucił suknię duchowną i przybrał
mundur gestapowca. Przeniósł się wprawdzie na teren powiatu biłgorajskiego, ale
wpływy jego sięgały nadal ziemi hrubieszowskiej.
W zakładzie dla sierot w Turkowicach organizowano przed wojną coroczne ko- lonie dla sierot i niezamożnych dzieci polskich z Niemiec. Wśród tych uczestników
kolonii znalazło się dwoje sierot, które wyraziły chęć pozostania w kraju. Otoczono
je opieką. Dzieci umieszczono w zakładzie w Turkowicach. Chłopiec po ukończe- niu szkoły powszechnej został umieszczony w gimnazjum w Hrubieszowie. Gdy
wiosną 1939 roku wojna już wisiała w powietrzu, wyrostek ten skradzionym ro- werem wyjechał na zachód, z myślą przedostania się do Niemiec. Zawrócono go
w pobliżu granicy i zawieziono do Hrubieszowa. Gdy we wrześniu 1939 r. do Hru- bieszowa wkroczyli Niemcy, pierwszy zgłosił się jako Niemiec. Sądził, że spotkają
go wielkie zaszczyty. Z początku dano mu pracę w starostwie, ale się do niej nie
nadawał. Skierowano go więc do pracy do gospodarstwa w Obrowcu, prowadzone- go przez Niemców. Gdy poszedł z donosem do oddziału niemieckiego, stacjonują- cego w Obrowcu, że pracownicy folwarku spiskują, natrafił na dwu Alzatczyków.
Ci zlikwidowali denuncjanta, a sami z Polakami udali się do lasu.
Drugą z wziętych pod polską opiekę była dziewczyna, starsza od tamtego. Zna- leziono jej pracę w domu Kraspopolskich w Hrubieszowie. Wyszła za mąż za Pola- ka, trudniącego się praniem bielizny. Gdy weszli Niemcy, zgłosiła się jako Niemka,
związała się z Niemcem i miała z nim dziecko. Przydzielono ją do „Chrzciciela”.
Tak nazwano gestapowca, którego zadaniem było przysporzenie Niemcom volks- deutschów. Pod jego kierownictwem przeszukiwano księgi ludności w całym po- wiecie i szukano śladów pochodzenia niemieckiego. W pierwszym rzędzie sięgnię- to po osoby noszące niemieckie nazwiska. Potem szukano przodków. Wynikały
z tego tragikomiczne wydarzenia. Na przykład wezwano do „Chrzciciela” miej- scowego lekarza i przekonywano go, że jego matka z domu Głaz jest niemieckiego Na zdj. przemarsz hrubieszowskich Ukraińcow-wrzesień 1939.
pochodzenia i nazywa się Glass. Chłopa z Dziekanowa nazwiskiem Gus przekony- wano, że jest niemieckiego pochodzenia i że prawdziwe jego nazwisko brzmi Guss.
To przekręcanie polskich nazwisk było dziełem tej byłej Polki. Gdy jednak z Polski
Niemców przepędzono, ta była Polka i była Niemka uciekła, lecz po pewnym cza- sie cichcem powróciła do Hrubieszowa i znowu udaje Polkę.
131
Jednym z pierwszych przyjaciół i zwolenników hitlerowców w Hrubieszowie
był niejaki Konoplenko-Sokalski. Osobnik ten nie był rodowitym mieszkańcem
miasta. Deklarował się jako rosyjski białogwardzista, członek oddziału Wrangla,
szukający schronienia w Polsce. Miał w Polsce opiekę jakichś czynników, bo cho- ciaż nie umiał poprawnie ani wyrażać się ani pisać po polsku, zdał wymagany eg- zamin i uzyskał zezwolenie na prowadzenie biura pisania skarg. W rzeczywistości
oznaczało to, że był pokątnym doradcą, oszukującym chłopów. Podejrzewano go,
że jest agentem dwójki. Za dużo znał ludzi w Hrubieszowie i powiecie i jego brata- nie się z Niemcami było niebezpieczne. Został więc jako pierwszy zlikwidowany.
Złowrogą postacią w życiu Hrubieszowa okazał się niejaki Ozoł, przyjaciel Ko- noplenki, przed wojną deklarujący się jako Rosjanin. Niespodziewanie ujrzano go
w mundurze ukraińskiego policjanta, a wkrótce po tym jako gestapowca. On to
w ostatnich tygodniach panowania niemieckiego usiłował podpalić Sławencin i nie
dopuścić straży pożarnej do gaszenia ognia. Na tego osobnika urządzano kilkakrot- nie zamachy, lecz zawsze z nich uchodził cały. Na terenie powiatu było też kilku
„piesków” wiernie służących Niemcom. Jednym był Rak ze Strzelec, który pro- wadził Niemców w poszukiwaniu oddziału „Górala” w lasach strzeleckich i który
tam w bitwie zginął. Był Bogdan Jurczuk z Białopola, który poszedł na służbę nie- miecką, a rozzuchwalony bezkarnością puścił się na zwykły rozbój. Był na niego
wydany wyrok śmierci, ale w czasie napadu na młyn w Kamieniu pod Chełmem,
prowadzony przez Niemca, został zabity przez Niemców.
Wzmianki wymaga niesławnej pamięci dentystka Titelbrum, która została
„przyjaciółką” największego kata Hrubieszowa, gestapowca Ebnera. Na służbę
niemiecką przeszedł kolejarz, J. Miazga, który wydał na śmierć swoich kolegów.
Został skazany i wyrok wykonano.
Była w Hrubieszowie i powiecie rodzina nauczycielska Szponów, dwóch braci
i dwie siostry. Jeden ze Szponów, Jan Kazimierz eksponował się jako zwolennik
„obozu narodowego”, wszystkim inaczej myślącym przypisywał etykietę komu nisty. Obaj zapisali się na volksdeutschów. Jan Kazimierz wyjechał do Lublina.
Wiodło mu się nieźle. Żona dostała na własność pożydowską drogerię, mąż był
intendentem w szpitalu św. Józefa. Niemcy złapali go na nadużyciach, a widocznie
były nie małe, skoro nie pomogło volksdeutschstwo. Wywieziono go na Zamek
i zlikwidowano. Syn drugiego Szpona, uczeń gimnazjum poszedł w ślady ojca.
Za czasów międzywojennych był działaczem harcerskim, teraz wstąpił do Hitler jugend. Jako jedyny z byłych Polaków spacerował po Hrubieszowie w mundurze
tej niemieckiej organizacji. Był jeszcze jeden budzący politowanie były harcerz, ex nauczyciel ze Żwirki,
przedmieścia Sokala. Na mundurze harcerskim, gdzie był widoczny jeszcze ślad
lilijki harcerskiej, nosił niemieckie odznaki.
Na dno upadku doprowadził nauczycielkę Marię Howerską wybujały erotyzm.
Już przed wojną znana była z tego, że dobierała sobie coraz innych „przyjaciół”.
Teraz w czasie wojny zaczęła od współżycia z volksdeutschem, potem stała się
utrzymanką niemieckich oficerów, coraz to wyższego stopnia. Chociaż na początku
wojny nie znała języka niemieckiego, pod koniec zrobiono ją nauczycielką w szko- le dla dzieci Niemców i volksdeutschów. Dla niej wyrzucono z własnego domu
rodzinę dra Paszkiewicza, wywiezionego do obozu i dom ten dano jej w używanie.
W ślad za nią poszła i jej córka, która została kochanką niemieckiego dygnitarza.
Tak wygląda niepełna może, lista zdrajców i sprzedawczyków z łona polskiej in- teligencji hrubieszowskiej. Nie mówię już o całym szeregu dziewcząt i kobiet, nie
zaliczanych do inteligencji, które stały się kochankami niemieckimi i ukraińskimi.
132
Byli jednak ludzie, którzy bądź pod naciskiem, bądź z innych powodów podpi- sali listę volksdeutschowską, ale jednak nie przestali być Polakami. Wilhelm Gre- ger, inspektor szkolny, pierwszy członek konspiracji tłumaczył się, że na żądanie
Niemców wypełnił kwestionariusz, ale go nie podpisał. Niemcom jednak, tłuma- czył, nie przeszkodziło to w uznaniu go za volksdeutscha. Był jednak do końca
wierny sprawie polskiej.
Tak samo listę volksdeutschów podpisał adwokat Bolesław Pomorski, który
w wielu wypadkach niósł pomoc konspiracji. Aniela Hildebrandt, wdowa po ofice- rze przyjęła volkslistę, co zmusiło jej syna do wyjazdu do Warszawy, aby nie do- stać się w szeregi Hitlerjugend. Matka oddawała usługi konspiracji jako kurierka,
wożąc prasę, amunicję i broń z Warszawy. Rodzina Obstów z Zawalowa przyjęła
listę pod naciskiem, w wyniku czego syna ich powołano do niemieckiego wojska.
Ale to nie przeszkadzało, że w mieszkaniu ich gromadzili się Polacy, aby wysłu- chać komunikatów radiowych z Londynu1
. Byli wreszcie volksdeutsche, którzy z oportunizmu, pod presją przyjęli volksli- stę, np. introligator Smal, który teraz zaczął się nazywać Schmall, ale interesowali
się tylko i wyłącznie domowymi sprawami nie zmieniając stosunku do swych są- siadów Polaków.
Oprócz volksdeutschów istniała jeszcze jedna kategoria: stammdeutsche. Gdy
w roku 1943 rozpoczęto rugowanie Polaków z ich ojczystych zagród, niektórzy
z nich podejmowali próby, aby uniknąć wysiedlenia. Jedni zdeklarowali się jako
Ukraińcy (tak np. uczynili wszyscy mieszkańcy Sławencina, przedmieścia Hru- bieszowa). Ci uniknęli rzeczywiście wysiedlenia. Inni zgłosili gotowość zmiany
narodowości polskiej na niemiecką. Zaliczono ich do „Stamdeutschów”. Ci nie
uniknęli jednak przesiedlenia. Pomimo iż powiat hrubieszowski przeznaczony był
wyłącznie dla Ukraińców, przesiedlono ich na tereny przeznaczone dla Niemców
w powiecie zamojskim. Jedynie zyskiem ich było, że uniknęli wywiezienia do obo- zów koncentracyjnych2
.
Przypisy
1. ks. Wacław Maluga, kapelan Obwodu rej, 4 Jan Tarabuła. Lis
niedziela, 30 lipca 2023
Niech przemówią fakty.
Powitanie hitlerowców przez Ukraińców. Lwów 1941 r. Podjarków , woj lwowskie. Rodzina Kleszczyńskich zamordowana 16. 08 .1943.Na zdjęciu Maria Grabowska z córką 3 l., zabite 10 .11. 1943 we wsi Błożew Górny , woj.lwowskie.Na zdj. rodzina Karpiakow zamordowana przez rezunów z UPA we wsi Latacz ,pow. Zaleszczyki ,woj. tarnopolskie.Bełżec ,pow. Tomaszów Lub. 16 .07.1944.Dziecko NN.,zamordowane podczas rzezi wsi Lipniki , marzec 1943.26 okrutnie zamordowanych mieszkańców wsi Polowce ,pow. Czortków, woj. tarnopolskie. Przed śmiercią byli oni okrutnie torturowani.Wieś Palikrowy , wstrząsające zdjęcie dziecka płaczącego obok zamordowanej przez morderców z SS ,Galizien''.Przedstawione powyżej zdjęcia są jednymi z wielu ,jakie uświadamiaja nam ogrom ukraińskiego ,bestialskiego ludobójstwa na ludności naszych Kresów. Pamiętamy i nie zapomnimy !!!
wtorek, 25 lipca 2023
Akcja ,,Burza''-marzenia i rzeczywistość./tekst autorski/
Za kilka dni obchodzić będziemy kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.Znowu odezwą się syreny i zapalą znicze na grobach powstańców. Wielu ludzi interesujących się historią ,po raz kolejny zada sobie pytanie :czy warto było? Powstanie było tragicznym epilogiem tzw Akcji ,,Burza''. W zamiarze zbankrutowanych sanacyjnych polityków ,owa operacja miała pokazać Rosjanom ,kto rządzi w Polsce.Panowie z Londynu zapomnieli tylko o tym że decyzja o faktycznym podziale Europy zapadła wcześniej w Jałcie . Akcja rozpoczęta została w styczniu 1944 r. ,na Wołyniu,przez 27 Wołyńską Dywizję AK.Polscy partyzanci po bohaterskich walkach i przeprawie przez Bug ,zostali ostatecznie rozbrojeni przez NKWD w Skrobowie k. Lubartowa.Kolejnym etapem ,,Burzy '' , były walki AK i BCh w Puszczy Solskiej, zakończone tragicznie bitwą pod Osuchami. Ostatnim ,dramatem ,,Burzy'' stało się Powstanie Warszawskie, zakończone hekatombą ludności stolicy ,wielkimi stratami oraz prawie całkowitym zburzeniem miasta.Tzw,,patrioci'' zaraz powiedzą że został etos bohaterstwa , poświęcenia i miłości do Ojczyzny. Jednak pytanie :czy warto było, ciągle pozostaje otwarte. Na zdjęciu partyzanci 27 WDP podczas przysięgi.Cmentarz partyzancki w Osuchach.Pomnik ku czci poległych partyzantów ,na cmentarzu w Osuchach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Ongiś... O Pani Władzi słów kilka. / tekst własny/
Była w Kryłowie ongiś biblioteka . Znajdowała się w budynku byłego urzędu Gromadzkiej Rady Narodowej , bo tak kiedyś nazywała się gmina. W l...
-
15 marca 1944 roku w Gozdowie w województwie lubelskim oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii zamordował na miejscowej stacji kolejowej 24 pr...
-
W niedzielę, 7 maja 2017 roku, w Zespole Szkół w Kryłowie odbyła się premierowa promocja książki "Historia klasztoru OO Reformatów w ...














