poniedziałek, 16 czerwca 2014

Chwała Bohaterom !!!

16 czerwca 1944 r. w Jewłaszach nad Niemnem w walce z Niemcami zginął Jan Piwnik "Ponury" - cichociemny, szef Kedywu Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK; legendarny dowódca partyzanckich zgrupowań w Górach Świętokrzyskich i oddziału dywersyjnego na Nowogródczyźnie. W opinii Wojciecha Koenigsberga, autora książki "Droga +Ponurego+. Rys biograficzny majora Jana Piwnika", legendarny partyzant był jedną z najbarwniejszych postaci polskiego podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej. "Osoba +Ponurego+ już za życia otoczona została nimbem legendy porównywalnej z Hubalową. Dla społeczeństwa Kielecczyzny oraz Nowogródczyzny stała się symbolem niestrudzonej walki ze znienawidzonym okupantem" - pisał o "Ponurym" Koenigsberg. Jan Piwnik urodził 31 sierpnia 1912 r. w rodzinie chłopskiej w Janowicach niedaleko Opatowa. Po maturze wstąpił do Szkoły Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Ukończył ją w 1933 r. W latach 1935-1939 był funkcjonariuszem policji. Skończył Szkołę Oficerów Policji Państwowej w Mostach Wielkich. W wojnie obronnej 1939 r. uczestniczył jako dowódca kompanii w zmotoryzowanym batalionie polowym policji. Internowany na Węgrzech, zdołał uciec i dotrzeć do Francji, gdzie w 1940 r. służył w 4. Pułku Artylerii Ciężkiej. Po klęsce Francji przedostał się do Wielkiej Brytanii. W listopadzie 1941 r., jako jeden z pierwszych cichociemnych, został zrzucony do kraju. Początkowo otrzymał przydział do V Oddziału Komendy Głównej AK, zajmującego się zrzutami lotniczymi. Od maja 1942 r. wchodził w skład "Wachlarza" - elitarnej organizacji ZWZ-AK działającej głównie na terenach położonych poza wschodnią granicą Rzeczypospolitej, która zajmowała się wywiadem i dywersją. W czerwcu 1942 roku objął w niej dowództwo II odcinka w Równem. Aresztowany przez Niemców w Zwiahlu, zdołał uciec z więzienia i przedostać się do Warszawy. 18 stycznia 1943 r. wsławił się brawurową akcją rozbicia więzienia w Pińsku, skąd uwolnił m.in. cichociemnego – Alfreda Paczkowskiego "Wanię". Od czerwca 1943 r. pełnił funkcję szefa Kedywu Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK, gdzie został dowódcą Zgrupowań Partyzanckich, które przybrały jego pseudonim "Ponury". To właśnie on założył partyzanckie obozowisko na Wykusie w Górach Świętokrzyskich. Dowodzone przez niego zgrupowanie było wówczas największą zwartą jednostką Armii Krajowej. W lutym 1944 r. "Ponury" został przeniesiony na obszar Nowogródzkiego Okręgu AK, gdzie w maju 1944 r. powierzono mu dowództwo VII batalionu 77 pułku piechoty AK. Poległ 16 czerwca 1944 r. pod Jewłaszami nad Niemnem w ataku na niemieckie bunkry. Został pochowany na wiejskim cmentarzu we wsi Wawiórka. Jego mogiłą opiekowała się miejscowa ludność polska. O "Ponurym" nie można było mówić i pisać przez wiele lat po wojnie. Nawet po 1956 r. nie brakowało takich, którzy starali się nie dopuścić do popularyzacji tej postaci. Byli żołnierze "Ponurego" przez długi czas daremnie zabiegali o sprowadzenie jego prochów z Białorusi do kraju i godne ich pochowanie na ojczystej ziemi. Udało się to dopiero w 1987 r. Prochy "Ponurego" ekshumowano z cmentarza w Wawiórce i złożono w klasztorze w Wąchocku. Uroczysty pogrzeb jednego z najsłynniejszych polskich partyzantów odbył się między 10 a 12 czerwca 1988 r. Urna z jego prochami została najpierw przewieziona z klasztoru w Wąchocku do rodzinnej wioski Janowice. Potem trafiła do wioski Michniów, która w latach wojny była bazą oddziałów partyzanckich. Za pomoc udzielaną żołnierzom "Ponurego" Niemcy doszczętnie ją spalili, a ponad 200 jej mieszkańców zamordowali (12-13 lipca 1943 r.). W pogrzebie prochów "Ponurego" uczestniczyli jego dawni podkomendni, a także byli żołnierze Armii Krajowej z innych części Rzeczypospolitej. Stawiło się wtedy 70 pocztów sztandarowych różnych formacji AK. Urna ze szczątkami legendarnego dowódcy, umieszczona została na chłopskim wozie wymoszczonym jedliną, przykryta czerwono-czarną tradycyjną zapaską świętokrzyską i przewieziona na Wykus, w samo serce Puszczy Jodłowej, gdzie znajduje się sanktuarium partyzanckich oddziałów Armii Krajowej. 12 czerwca 1988 r. umieszczono prochy Jana Piwnika w murach średniowiecznego klasztoru cystersów w Wąchocku. Jan Piwnik "Ponury" odznaczony był Orderem Virtuti Militari kl. V oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych. W 2012 r., w związku z obchodami 100-lecia urodzin "Ponurego" minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak awansował go do stopnia pułkownika. Z tej samej okazji prezydent Bronisław Komorowski nadał pośmiertnie legendarnemu partyzantowi Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski.

piątek, 30 maja 2014

Ciszej nad tą trumną !

Cmentarni patrioci, wyjący i buczący na pogrzebach i na państwowych uroczystościach, dali kolejny popis głupoty, chamstwa, prostactwa i prymitywizmu. Niedawno nasi "patrioci" znowu pomstowali na profesora Bartoszewskiego, który - fakt - dosadnie, nazwał pewną aktywną grupę nienawistników, bydłem. Patrząc dziś zażenowany na relację z Powązek, zastanawiałem się czy Władysław Bartoszewski naprawdę przesadził. Zabawne są te wrzaski "precz z komuną". Biedacy nie zauważyli, że komuny już nie ma, ani tego, że to oni zachowują się tak, jakby chcieli dowieść, że jednak istnieje. Kuriozalne są te wrzaski "raz sierpem, raz młotem....", jako motto miłosiernego przesłania "patriotów" i "katolików". Kibolstwo miało dziś swój dzień. Serdeczne gratulacje dla wszystkich, którzy kibolstwo głaszczą, obłaskawiają, promują i na piedestał wynoszą. Wszyscy wiemy kim oni są. To w ogóle nie jest kwestia sporu o generała Jaruzelskiego. Rozumiem doskonale tych, którzy nie tylko nie uważają go za patriotę, ale uważają go za zdrajcę. Rozumiem racje tych, którzy uważają, że nie powinien on być pochowany na Powązkach. Nie podzielam racji tych ostatnich, ale je rozumiem. Rozumiem też tych, którzy nigdy nie wybaczą generałowi swych cierpień, więzienia, upokorzeń, utraty pracy, przesłuchań, represji. Mają oni święte prawo do swej pamięci i do swych ocen. To jednak - powtarzam - nie jest kwestia oceny generała. To jest kwestia majestatu każdej śmierci, szacunku dla rodziny zmarłego, respektu dla miejsca jakim jest cmentarz. Zastanawiam się tylko do kogo to piszę. Ci, którzy czują, że te dzisiejsze wrzaski były haniebne, słów tych nie potrzebują. Ci, którzy wrzeszczeli albo ci, którym te wrzaski się podobały, niczego nigdy nie zrozumieją.

niedziela, 25 maja 2014

Wybory na Ukrainie.

Nasi wschodni sąsiedzi nie mają szczęścia, co do swoich prezydentów. Dziesięć lat temu wybrali "pomarańczowego księcia" Wiktora Juszczenkę, który szybko, tak jak "gazowa księżniczka" Julia Tymoszenko, okazał się politycznym oszustem. Co więcej, gloryfikując zbrodniarzy spod znaku UPA skłócił Ukraińców z Polakami, choć ci drudzy cały czas mocno go popierali. Z kolei pięć lat temu, wybrano "barona z Doniecka" Wiktora Janukowycza, który dziś jest symbolem korupcji i niegodziwości. Dziś Ukraińcy po raz trzeci wybierają. Jak nie w pierwszej, to w drugiej turze, nowym prezydentem zostanie prawdopodobnie "czekoladowy król" Petro Poroszenko. W tempie, o jaki mogą tylko pomarzyć amerykańscy milionerzy, doszedł on gigantycznej fortuny. Prawi 2 miliardy dolarów. Jakimi metodami? Łatwo się domyśleć. Jest on bardzo mocno popierany przez USA. Czy spełni te oczekiwania? Osobiście wątpię, bo nie wierzę, aby prezydent-oligarcha swoje miliardy oddał narodowi. Będzie raczej majątek swój pomnażać, a nie pomniejszać. Jak mówi stare powiedzeni: Grabie grabią do siebie, a nie od siebie. Wątpię też, aby chciał się bić z Putinem o Krym czy Donbas. Tereny te raczej przehandluje, bo ma wiele swoich fabryk w Rosji. Także stocznię w Sewastopolu. Co do ideałów Majdanu, aby uwolnić kraj od oligarchów, to można już o tym zapomnieć. Gdy bowiem do władzy dojdzie jeden z szemranych bogaczy, to interesy pozostałych nie będą w żaden sposób zagrożone. Ukraińcy wybiorą tak jak będą chcieli. Są wolnym narodem. Trzeba im życzyć roztropności. Jeżeli po raz kolejny głupio wybiorą, to niech później mają pretensję do samych siebie, a nie do całego świata.

czwartek, 15 maja 2014

Kto wspiera Prawy Sektor i Swobodę w Polsce?

Kto wspiera Prawy Sektor i Swobodę w Polsce? Wszelkiego rodzaju skrajne ugrupowania, czy to prawicowe, czy lewicowe, które usprawiedliwiają stosowanie przemocy i gloryfikują zbrodniarzy, są zawsze niebezpieczne dla całej Europy. Do takich ugrupowań należą z pewności tak neonaziści z Niemiec, jak neobanderowcy z Prawego Sektora i Swobody na Ukrainie. Ci drudzy są przy tym nie tylko antyrosyjscy, ale i - a może przede wszystkim - antypolscy i antysemiccy. Tak jak byli "ojcowie założyciele" nacjonalizmu ukraińskiego, w tym zwłaszcza Dmytro Doncow, ideolog nawołujący do stosowania "twórczego terroru", oraz Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, który terror ów poprzez działania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii realizowali w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku. Dziś na początku nowego wieku rodzi się więc obawa, że u naszego wschodniego sąsiada powtórzy się to wszystko na nowo. Dlatego też ważna jest odpowiedź na pytanie, kto w Polsce wspiera i promuje takie ugrupowania jak "Prawy Sektor" Dmytro Jarosza czy "Swobodę" Ołeha Tiahnyboka? Czy Agencja Bezpieczeństwa Publicznego w ogóle tym się interesuje, czy też ze względu na tzw. poprawność polityczną udaje, że o niczym nie wie? W ostatnią niedzielę przedstawiciele wspomnianych Dmytro Jarosza i Ołeha Tiahnyboka, kandydatów w zbliżających się wyborach prezydenckich, przyjechali do Warszawy, aby zaprezentować swój ideologię w czasie konferencji prasowej w lokalu "Ukraiński Świat". W czasie spotkania doszło do skandalu, bo przedstawiciel szefa Prawego Sektora zaprzeczył ludobójstwu dokonanemu przez UPA na Wołyniu. I na to idą polskie pieniądze? Czy organizatorom tej imprezy nie jest po prostu wstyd, że przykładaj rękę do fałszowania prawdy?

wtorek, 6 maja 2014

Odessa we krwi !

Ukraina – w Odessie ukrofaszyści wymordowali ponad 116 ludzi W Odessie ukrofaszyści wymordowali ponad 116 ludzi. Odessa-uwolniony z rąk miejskiego UWD aktywista antymajdanu mówi, że zabito ponad 116 ludzi. Mieszkańcy Odessy! Kochani! U was jest ponad stu ludzi, którzy przepadli bez wieści, nie możecie ich odnaleźć w szpitalach i kostnicach…Ciężko mi o tym pisać ale ich już nie ma wśród żywych. 126 trupów znajduje się w podziemiach Domu Związków Zawodowych. Ich tam zamordowano, oni nie spalili się. To było gestapo. Z tego właśnie powodu budynek jest zablokowany! Teraz do miasta ściągnięto ponad 2 tysiące prawoseków („Prawy Sektor”) po to żeby zabezpieczyć wywóz zwłok z miasta. Zwłoki są wywożone, palone i zakopywane. Ja nie wiem, NIE WIEM, co robić w takiej sytuacji…I jeszcze jedno…Dzisiaj, w poniedziałek, oczekiwane są masowe pogrzeby zidentyfikowanych zabitych. Planowane są brutalne prowokacje bezpośrednio podczas pogrzebów. Bądźcie bardzo czujni! Mężczyźni, pomimo bólu i żalu i, być może, rozpaczy, uzbrajajcie się we wszystko w co tylko możecie…W Odessie trwa wojna. Prawdziwa wojna! Boże! ochroń was wszystkich przed tymi potworami a niewinnie zabici niechaj spoczywają w pokoju…

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Mniej Go kochajcie ,a więcej czytajcie !!

Kanonizacja zawsze jest ryzykowna. Jak każdy publiczny kult osoby z krwi i kości. Nie mam na myśli pytań o detale biografii Karola Wojtyły, które mogłyby rzucić cień na niego jako wzorzec do naśladowania. Człowiek to człowiek. Tylko małe dzieci oczekują od dorosłych boskiej doskonałości. Niebezpieczne są trzy inne rodzaje ryzyka. Pierwszy to zakneblowanie świętego jeszcze grubszą warstwą lukru. Jan Paweł II za życia boleśnie tego doświadczał. Od początku był bardziej kochany niż słuchany. Podziwiany i adorowany, ale nie czytany. Gdyby Polacy włożyli tyle wysiłku i pieniędzy w zrozumienie papieża, ile pochłonęło stawianie mu pomników i uprawianie innych beztreściowych form kultu, Polska byłaby rajem. Bo zawsze wyrażał bezinteresowną, życzliwą odpowiedzialność za świat i za innych. A nam jej najbardziej brakuje. Polacy czerpali z papieża otuchę, ale nie czerpali mądrości. Nie mieli odwagi poważnie rozmawiać o tym, co do nas mówił. Nawet nie bardzo chcieli wiedzieć, co mówi. Kiedy ogłosił nowy Katechizm Kościoła katolickiego, na polskie tłumaczenie trzeba było czekać latami, bo część jego tez nie odpowiadała nastrojom polskiego Kościoła. Poza ks. Tischnerem mało kto upominał się, by polscy katolicy uzyskali dostęp do katolicyzmu polskiego papieża. Zamiast katechizmu mieliśmy czytać o tym, jak stał na bramce i pływał kajakiem. Był to sabotaż wobec Naszego Ukochanego Papieża i nic nie wskazuje na to, by po kanonizacji miał się skończyć. W oparach świętości jeszcze łatwiej będzie robić z Jana Pawła II totemiczną wydmuszkę. Drugi rodzaj ryzyka to niskie wpisywanie się w czyjąś świętość i w każdą znaczącą zasługę. W Polsce jest to prawdziwa epidemia. Cudze zasługi zastępują własne. Dają niesłuszne poczucie dumy, które nie wymaga wysiłku ani wyrzeczeń. Nie mam nic przeciw temu, by ludzie mieli dobre samopoczucie, ale lepiej, jeśli każdy sam na nie zapracuje. To przecież nie dyr. Rydzyk został kanonizowany. Nie abp Hoser, nie kard. Dziwisz, nie ks. Oko, nie redaktorzy Sakiewicz czy Terlikowski, nie posłowie Sobecka, Gowin czy Macierewicz. Nie naród polski, nie polski Kościół, nie polskie społeczeństwo i nie polskie państwo mają nad sobą złocistą aureolę. Chociaż taki nastrój unosi się w powietrzu. Nikt z nas oprócz św. Karola nie został w niedzielę kanonizowany, zbiorowo ani indywidualnie. Jesteśmy tymi, którymi byliśmy w sobotę. I Polska jest ta sama. Tylko bardziej korci, by głosem wołającego na puszczy zawyć: mniej go kochajcie, a bardziej czytajcie. Święty czy nie miał sporo rzeczy do powiedzenia, o które warto by się było pospierać. "Pospierać się" to klucz do trzeciego rodzaju ryzyka. Bo świętość JPII nie oznacza świętości całej jego spuścizny. A spora jej część jest deprymująca. Nie widzę niczego, co wskazywałoby, że polski katolicyzm po JPII jest lepszy niż przed nim, że mamy mądrzejszych i bardziej szlachetnych biskupów, że Kościół lepiej odpowiada na współczesne wyzwania niż 40 lat temu, że jest bardziej katolicki, a mniej narodowy, i bardziej chrześcijański, a mniej pyszny, oraz że lepiej pomaga Polakom żyć wedle sensownych wartości. Warto się wspólnie zastanowić, dlaczego świętość Karola Wojtyły nie udzieliła się innym katolikom lub im za mało pomogła. A teraz będzie to jeszcze trudniejsze. Lukier, który kneblował polskiego papieża za życia, po kanonizacji może jeszcze skuteczniej kneblować rozmowę o tym, co św. Karol po sobie zostawił. A to oznaczałoby zamurowanie polskiego Kościoła i dużej części polskiej świadomości oraz tożsamości w ich dzisiejszym kształcie, z którego JPII chyba też nie byłby dumny.

Za co nas zabijacie ...

Wola Ostrowiecka, Gmina Huszcza, Powiat Luboml ⬇️ "Popędzili nas w stronę kościoła. Kiedy doszliśmy, wypędzili z kościoła przeważnie ko...